ul.Sułkowskiego 11
05-400 Otwock tel./faks
22 779 26 94 e-mail: sekretariat@parkiotwock.pl

Siecień 134
09-411 Biała tel.
24 231 12 73 e-mail: p.pietrzak@parkiotwock.pl

ul. Instytutowa 10, Żabieniec
05-500 Piaseczno tel./ fax.
22 754 51 00 e-mail: chojnowskipark@parkiotwock.pl

ul. Radomska 7
26-670 Pionki tel./fax.
(48) 612 34 41 e-mail: kozienickipark@parkiotwock.pl

ul.Sułkowskiego 11
05-400 Otwock tel./faks
22 779 26 94 e-mail: sekretariat@parkiotwock.pl

Kaliska 93
07-130 Łochów tel./fax.
(25) 644 13 71 e-mail: npk@parkiotwock.pl

Gęsi gęgawy oraz białoczelne - Anser anser i Anser albifrons
PlayPause
previous arrowprevious arrow
next arrownext arrow
Mazowiecki Zespół
Parków Krajobrazowych
404

Strona nie została znaleziona. Przejdź na stronę główną

STRONA GŁÓWNA

Tężnia konstancińska

Jest to jedyny tego typu obiekt na Mazowszu. Budowę tężni solankowej rozpoczęto w 1975 roku, a do dnia dzisiejszego przyciąga nie tylko walorami leczniczymi dróg oddechowych, ale również estetycznymi. Każda osoba, która kiedykolwiek znajdzie się w okolicach Konstancina – Jeziorny powinna odwiedzić to miejsce. W porównaniu do najbardziej znanej tężni w Ciechocinku ta jest dużo mniejsza, ale jej walory architektoniczne i lecznicze są równie ogromne. Zwiedzanie i korzystanie z obiektu jest płatne.

 

tężnia

 

tężnia

 

tężnia

Zimowe ptasie opowieści w Pułtuskiej Bibliotece Publicznej

p2022821

     Jakie ptaki zimową porą buszują po ogródkach? Kto skusi się na mrożone jabłko i jakie stadka najchętniej hałasują w jarzębinach? Co skłania skrzydlatych gości do odwiedzin w tą mroźna porę roku? Jak zachęcić ich do podfrunięcia pod samo okno? Czy dokarmiać ptaki i jak to robić, by im nie zaszkodzić? O ptakach można mnóstwo opowiadać przez cały rok.
     Okazją do wysłuchania zimowych ptasich opowieści było otwarte przyrodnicze spotkanie w Pułtuskiej Bibliotece Publicznej. Mamy nadzieję, że będzie to pierwsza z cyklu prelekcji, na których będziemy gościć wszystkich zainteresowanych – dzieci, młodzież i dorosłych.

 

dsc 0329

     Tematyka spotkania nawiązywała do zbliżającego się IX Zimowego Ptakoliczenia. Na wstępie jednak przedstawione zostały krótkie informacje na temat NPK, ze szczególnym uwzględnieniem przyczyn oddzielenia enklawy pułtuskiej od kompleksu głównego Parku i nietypowej sytuacji, gdy tereny nad Narwią chronione są jako Nadbużański Park Krajobrazowy. Następnie zastanawialiśmy się, co robią ptaki zimą i co może je skusić do przebywania w pobliżu ludzkich siedzib. Omówiliśmy także wady i zalety dokarmiania oraz ustaliliśmy, jak je prowadzić, by móc cieszyć się z pięknych obserwacji, jednocześnie nie szkodząc ptakom.

 dsc 0330

     Zachęcamy do zapoznania się z ubiegłorocznym artykułem na ten temat: O ptakach zimą w NPK. Podobna tematyka gościła tez na łamach czwartego kwartalnika MZPK z 2012 r.
     Główną częścią spotkania była prezentacja najliczniej spotykanych podczas Zimowego Ptakoliczenia gatunków ptaków oraz zachęta do ich poszukiwania w trakcie akcji 26-27.01.2013 r. Okazję do porównania tych wyników z obserwacjami będziemy mieli podczas wycieczki w niedzielę 27 stycznia w Pułtusku. Zbieramy się o 11:30 na Rynku koło fontanny. Zachęcamy też do indywidualnych obserwacji oraz udziału w innych spacerach w ramach akcji – ich lista jest dostępna na stronach OTOP. W NPK zapraszamy także w sobotę 26 stycznia – zbiórka o 9:00 koło biura Zespołu ds. NPK w Łochowie, ul. Wyszkowska 28. oraz o 9:00 koło Gimnazjum w Sadownem – tę wycieczkę poprowadzi pani Ewelina Puścian – nauczycielka z tej szkoły.

     Dziękujemy Pułtuskiej Bibliotece Publicznej im. J. Lelewela za wspólną organizację spotkania. Mamy nadzieję, że będzie ono pierwszym z licznych, gdzie będziemy przybliżać mieszkańcom enklawy narwiańskiej różnorodne tematy związane z przyrodą, historią i kulturą.

     Zapraszamy do kontaktu instytucje zainteresowane organizacją tego typu spotkań – poprzez pocztę elektroniczą: edukacja.npk(at)gmail.com oraz telefonicznie: 25 644 13 71 (Natalia Wielechowska). Informacje o kolejnych prelekcjach będą pojawiały się w zakładce „Aktualności”.

[nw]

 

Zobacz także:
O ptakach zimą w NPK
Zapraszamy do liczenia ptaków zimujących wokół nas! – otwarte wycieczki w NPK
Ptakoliczenie w NPK po raz drugi i podwójnie – relacja z ubiegłorocznych wycieczek

Zimowe Ptakoliczenie w NPK – relacja z roku 2011

Warto zajrzeć:
Zimowe Ptakoliczenie – o akcji na stronie OTOP
Lista wycieczek 2013 – na stronie OTOP
Pułtuska Biblioteka Publiczna im. J. Lelewela

Agroturystyka w parku

Jerzy Szymczak

adres: Ponurzyca 60

05 – 430 Celestynów

tel. 502 211 391

Liczba miejsc: 10

 

Wyposażenie: aneksy kuchenne, posiłki domowe,   łazienka, możliwość rozbicia namiotu, ustawienie przeczyny campingowej, plac zabaw,  grill, ognisko, zajęcia garncarskie.

 

Bajeczna okolica w sercu Mazowieckiego Parku Krajobrazowego.

Jezioro „Torfy”

Rezerwat “Na Torfach” przyjął swoją nazwę od istniejących tu niegdyś torfowisk. Centralną jego część zajmuje 7 – hektarowe, płytkie jeziorko o malowniczo rzeźbionych brzegach. Powstało ono na skutek podsiąkania wód gruntowych, w miejscu istniejącej tu przed II wojną światową dużej kopalni torfu. Jeziorko w swojej północnej części zasilane jest wodami licznych źródełek. Wody jeziorka zamieszkuje ponad 10 gatunków ryb, które ze względu na mała zasobność pokarmową nie osiągają tu znacznych rozmiarów. Z mięczaków zaobserwowano tu szczeżuję pospolitą i wielką, błotniarkę i zatoczki. Brzegi jeziora stwarzają odpowiednie warunki bytowania dla gadów i płazów, jak i dla wielu gatunków owadów, ptaków i ssaków.

Na stosunkowo niewielkim terenie okalającym jeziorko występuje dość duża zmienność warunków siedliskowych, co pociąga za sobą bogactwo świata roślinnego. Ogółem rozpoznano tu ponad 150 gatunków roślin. W samym jeziorze na uwagę zasługują: osoka aloesowata, moczarka kanadyjska i wywłócznik. Do jeziora prowadzi drewniany pomost, na końcu, którego znajduje się punkt widokowy, dogodne miejsce do obserwacji ornitologicznych.

 

To już trzeci etap! – konkurs Poznajemy Parki Krajobrazowe Polski w NPK

Czym zajmuje się chiropterolog, na czym polega efekt cieplarniany, jakiego gazu nie znoszą porosty – taką wiedzą wykazywali się uczestnicy III etapu XII edycji ogólnopolskiego konkursu Poznajemy Parki Krajobrazowe Polski. Do biura Zespołu ds. NPK przyjechali przedstawiciele szkół – 4-osobowe drużyny z gimnazjów z terenu Parku: z Łochowa, Przesmyk, Sadownego i Sterdyni.

Uczestnicy rozwiązywali test złożony z 25 pytań – 15 ogólnoprzyrodniczych i 10 na temat NPK. Punkty uzyskane przez uczniów poszczególnych szkół były sumowane.

 

 

 

Najlepszy wynik dał reprezentacji Publicznego Gimnazjum w Łochowie po raz kolejny przepustkę do IV etapu – wojewódzkiego. Na ten efekt pracowali: Kuba Bury, Dominika Skorupka, Michał Skóra i Patrycja Strąk. Opiekunką grupy jest pani Magdalena Piesio.

 

 

Drugie miejsce zdobyła reprezentacja Zespołu Szkół w Przesymkach Publicznego Gimnazjum: Marek Kamiński, Elżbieta Korycińska, Małgorzata Korycińska i Maria Zalewska. Grupą opiekowała się pani Beata Lipińska.

 

 

Na trzecim miejscu uplasowała się drużyna z Gimnazjum im. bł. E. Grzymały w Sadownem w składzie: Daniel Dłuski, Paweł Kalbarczyk, Daniel Puścion i Klaudia Rostek. Opiekunką konkursowiczów była pani Ewelina Puścian.

 

 

Grupę przedstawicieli najbardziej pracowitych gimnazjów – czterech spośród dwudziestu zaproszonych do udziału w konkursie – zamknęło Gimnazjum im. H. Sienkiewicza w Sterdyni. W składzie drużyny znaleźli się: Adrianna Adamczuk, Julia Kur, Anna Rudaś, Milena Sińczuk. Grupą opiekowała się pani Jadwiga Szymańska.

 

 

Dziękujemy wszystkim uczestnikom za udział, poświęcony czas i chęć powiększania zasobu wiedzy. Mamy nadzieję, że poznając parki krajobrazowe zrozumiemy też potrzebę ich istnienia i zaprzyjaźnimy się z lokalnymi wartościami przyrodniczymi, kulturowymi i historycznymi.

 

 

Zwycięska drużyna z Publicznego Gimnazjum z Łochowa będzie poznawać parki krajobrazowe w jeszcze szerszym zakresie – na kolejnym etapie testy dotyczyły będą już całego Mazowieckiego Zespołu Parków Krajobrazowych. Będzie również wyzwanie przyrodnicze – rozpoznawanie ze zdjęć chronionych gatunków roślin i zwierząt. Cieszymy się z kolejnego sukcesu szkoły – skład drużyny się zmienia, ale zajmowane miejsce już od trzech lat to samo!

 

 

 

Za udostępnienie produktów na poczęstunek dla uczestników konkursu i ich opiekunów dziękujemy p. Piotrowi Pożyczce – Piekarnictwo „Bratis” w Łochowie oraz p. Tadeuszowi Lince – Gospodarstwo Rolno-Ogrodnicze w Moszynie, gm. Pułtusk.

 

Krępowy skarb.

Dawną, prastarą puszczę, zwaną dziś kozienicką rozciągniętą wśród bagien, ługów i piaszczystych pagórków porastały nieprzebyte bory. W ostępach leśnych oprócz zwierzyny i ptactwa żyły tajemnicze istoty, o których dowiedzieć można się było z opowieści starych ludzi lasu i myśliwych. Pierwsi ludzie zdobywając puszczę widywali owe istoty dość często. Kim były? Długo by wymieniać, może to: wodnicy, licha, duszki, czarciki, południce, zjawy, strażnicy uroczysk, skarbnicy, mary, mamuny. Najgroźniejsze bywały topielice. O Garbatce nikt jeszcze wtedy nie słyszał, choć opowieść ta rozgrywa się w okolicach dzisiejszej północno-zachodniej Garbatki, wsi Molendy, Rudy i Krępca. Ludzie kierowani strachem przed kłami wilków, niedźwiedzi, a nade wszystko lękiem przed czarami, urokiem, przekleństwem, unikali wypraw w głąb kniei. Daleko w Puszczę, zapuszczali się jedynie szaleni śmiałkowie, ci którym życie było niemiłe, tacy, których zwiodły leśne duchy (były to czasy, kiedy nawet grzyby, jagody, kwiaty moc mamienia i zwodzenia w las posiadały) , trafiali się też i tacy, których w las pchała chciwość.

Do nieszczęśników zaślepionych rządzą zysków należał stary Mliś. Znał on Puszczę dobrze, nie raz śmierci w oczy zaglądał i zawsze z opresji sianem się wykręcał. Niedźwiedzi wiele oszukał, za długo byłoby o tym opowiadać. Z leśnych barci miód niedźwiedziom podkradał. Często bywało, że po jednej stronie pnia Mliś, a po drugiej miś. Na przemian łapy wpychają w dziuplę z miodem. Chłop robił to tak sprytnie, że żaden z niedźwiadków o wspólnej biesiadzie się nie zmiarkował. Mliś w poszukiwaniu nowych barci zapędzał się coraz głębiej w nieprzebytą puszczę. Ufał swej przebiegłości, lekceważył przestrogi starych ludzi. Chłop coraz to więcej miodu do budy (chaty) znosił. Orzechy, miód Mlisia trafiały na dwór królewski do samego Króla Łokietka.

– Więcej miodu przyniesiemy we dwoje – zwrócił się do córki Anki.

– Od dziś będziemy razem podbierać miód pszczołom. Głupia nie jesteś to i szybko się nauczysz. – Ojciec sprzeciwu nie znosił to też Anka pośpiesznie głową kiwnęła.

– Tak ojcze.

Już dobry miesiąc mijał jak córka z ojcem miód do beczek znosi. Ance opuchlizna po pierwszych ukąszeniach owadów zeszła. Znów była śliczna. O miodowych włosach i chabrowych oczach. Szkoda, że w okolicy żadnego młodzieńca nie uświadczysz. Cóż warte samotne życie córki puszczaka. Pustelnia.

– Pszczoły okrada, miód chciwie gromadzi ponad miarę, las niszczy, braci niedźwiedzi wykpiwa. – takich to leśnych duchów rozmowy na temat Mlisa wiatr roznosił po puszczy.

– Do zmierzchu czasu jeszcze dość jednak wracać trzeba bo droga daleka.                               – Powiedział ojciec do córki podając jej garniec pełen miodu. Dźwigają połyskującą w dzbanach zdobycz.

– Prosto trzeba nieść, by nektaru nie stracić!

Ance wydawało się, że ilekroć przechodzi w tym miejscu czuje czyjś wzrok na sobie. Przekonana była, że nie jest to wzrok roślin, zwierząt, czuła, że ktoś ją obserwuje.

– Najtrudniejszy to etap wyprawy, noga w bagnisku utknie, miód się wyleje i dzień zmarnowany. – przed topielicami ojciec zawsze przestrzega – najważniejsze, żeby nie spoglądać na swoje odbicie w ługowych wodach, zawsze w nim licho siedzi lub topielica i tak w głowie zawróci, tak zakołuje, że aby patrzeć jak w odmęty wciągnie. 

Promienie popołudniowego słońca radośnie jeszcze oświetlały rozlewiska i okoliczne drzewa. Mliś bagnisko znał doskonale, szedł pierwszy, od kępy do kępy. Omijając zdradliwe, torfowe oparzeliska. Przystanął. Rozejrzał się

– Bądź uważna, bo bagno co dzień to inne. – przestrzegał. – Jeszcze parę kroków i twardy grunt. 

Anka skupiona w milczeniu podążała za ojcem. Słowa przestróg dudniły jej w głowie. Bała się. Zawsze najbardziej bała się tego miejsca. – Dobrze, że już stąd wychodzimy. –  myślała. Prawa noga Mlisa ześlizgnęła się z twardej kępy. zachwiał się, a ciało jego odchyliło się do tyłu. Traci równowagę. A mimo to desperacko dźwiga dzban w górę. Trzęsawisko zawirowało. Mchy jakby zassały powietrze. Wypuszczają zielone łap, chwytają chłopa za uda, za gardło, ciągną do siebie. Mliś dzbanu nie puszcza. Na oczach córki zapada się z nim w zielonych porostach. Anka wyrzuciła dzban, a chwyciła brzozową gałąź podając ją ojcu.

– Tato rzuć dzban a chwyć gałąź, ratuj się ! – krzyknęła.

Na nic prośby Anki, na nic jej płacz. Ojciec zniknął wśród zielonych mchów i wodorostów. Znad grzęzawiska unoszą się mgliste opary przesiąknięte intensywnym fetorem przegniłych resztek torfu. Tańczą, przybierają złowrogie kształty obcych ludzi. (Ludzie mówią, że to kształty tych utopionych lub zaczarowanych przez licho.). Spowiły oczy dziewczyny. Nie wydobyła z przerażenia ani słowa,  mimo, że tak bardzo chciała krzyczeć ratunku. Wodorosty dotykają, łapią śliskimi kończynami za nogi. Są już wszędzie, wciągają do bagniska.

– To koniec – pomyślała.

Wtem silnym ramieniem ktoś objął na wpół omdlałą dziewczynę. Wyrwał z oparów i brudnych łap torfowiska.

– Ktoś ty?

– Nazywam się Kręp. – wyprowadził Ankę na suchy brzeg.

– Ratuj ojca, błagam.

Kręp wskoczył w mokradła. Za nim podążała struga czystej wody. Złączyła się w niewielkie jeziorko z inną czystą wodą, stworzyła tak silny wir, który wyrzucał na brzeg wszystko co ugrzęzło w ostatnich latach w mokradłach: pnie drzew, koła od wozów kupieckich i starego Mlisa z dzbanem w rękach. Chciwiec nawet pod wodą ich nie wypuścił. Bagno po chwili przycichło. Srebrne strużki czystej wody, swą pajęczyną, znów pokryły torfowisko. Słońce zachodziło. Jedynie bagienny odór i mokre ubrania były niemymi świadkami niezwykłego wydarzenia. Mliś długo łapał powietrze, zanim do córki przemówił.

– Całaś?

– Tak.

– To dobrze – odetchnął. – A miód?

– Miód przepadł.

– Ja swego nie puściłem – spojrzał na dzban, a tam miód zmieszany z torfem.

– Nieszczęście !

– Ojcze to szczęście, że żyjemy. Że Kręp nas uratował.

– Kręp? …już gdzieś słyszałem te imię. Ciemno, ruszajmy do chaty, żeby złego po nocy nie kusić.

– Tato trzeba mu podziękować.

– Jutro, jutro córeczko… (nie wiadomo czy skończyłoby się na samym dziękowaniu, może za ratunek orzechów, lub co gorsza miodu sobie zażąda. Jakiś czas tamtędy chodził nie będę to ten Kręp o przysłudze zapomni).

Tej nocy Anka nie spała – myślała o Krępie a serduszko mocno jej biło. Który to już z kolei ranek jak Anka staje nad brzegiem bagniska i smutno spogląda na obszerne rozlewisko. Tak jak gdyby oczekiwała na spotkanie. Tęskni. Oczyma wodzi po zaroślach. Na strudze pojawiają się srebrzyste nitki czystej wody, łączą się. Przybierają ludzki kształt. Dziewczyna cofa się przerażona. Z wody wynurza się Kręp.

– Witaj Aniu.

– Witaj, przyszłam, żeby Ci podziękować za ratunek.

– Nie trzeba, nie dziękuj. Czy Ty nic nie rozumiesz? Ja ratowałbym Cię 100 i 1000 razy. Nawet gdybym musiał wskoczyć w ogień, a woda to przecież mój żywioł.

– Dlaczego? – pyta Anna wstydliwie opuszczając wzrok. Policzki ogrzane krwią poczerwieniały mocniej a serce biło szybciej. Świat znów zawirował. W oczach pociemniało.

– Kocham Cie Aniu i chcę, żebyś była ze mną, żebyś była moją żoną.

Kręp był pięknym silnym młodzieńcem. Podobał się bardzo Annie. Pokochała go od pierwszego spotkania – ja też Cie kocham!

Od tej pory spotykali się codziennie. Spotykali się tak przez jesień zimę, wiosnę, lato. Biegali po leśnych wąwozach, łąkach, polanach i nad brzegami ługów. Kręp dbał o wszystko, o pożywienie dla ciała i radość dla duszy.

– Nie zajmujesz się myślistwem, nie zbierasz leśnych owoców, nie jesteś puszczakiem, kim jesteś?

– Bałem się Ci wyjawić tę prawdę. Nie jestem człowiekiem, mogę przybierać i przeobrażać się w różne postacie – Anna zbladła – Mimo, że wiele postaci to jedno mam serce, które bije tylko dla ciebie. Jestem duchem leśnym, strażnikiem czystego źródła. Woda musi być czysta. Pilnuję by grzęzawiska nadmiernie się nie rozrastały, by nie zabierały i zatruwały wody pitnej dla ludzi, zwierząt i roślin.

– Nie mogę cię poślubić, przecież nie jesteś człowiekiem – płacze dziewczyna – a życia bez ciebie dla mnie nie ma.

– Żyj ze mną Aniu. Zbuduję w gęstwinie chatę lub zamczysko, będziesz szczęśliwa. 

 Anka tak mocno kochała Krępa, że samotne życie jej nie przerażało, choć nie tak wyobrażała sobie swoją przyszłość. Marzyła o mężu który będzie uprawiał pole, o kościelnych ślubach, o gwarnej wsi pełnej sąsiadów a tu duchy, pustkowie i leśne ostępy.

– A ojciec? Nigdy mi nie wybaczy, chciałabym mieć jego błogosławieństwo.

– Porozmawiajmy z nim. –

Rozmawiać nie trzeba było. Mliś od dawna szpiegował parę zakochanych. Teraz, gdy wyszła prawda na jaw, w szale rzucił się na Krępa. chciał go zamordować. Lecz jak pokonać ducha, który znika za drzewem, wyrasta za plecami. Zrozpaczony legł na ściółce i gorzko zapłakał.

– Czarcie córkę mi ukradłeś. Czary na nią rzuciłeś, żeby w sobie rozkochać. Ona dla ludzi chowana. Za miód i orzechy posag szykowałem. te dziecko matki nie miało…

– Tato będę szczęśliwa z Krępem, tylko mnie pobłogosław –

– Muszę wiedzieć, czy on potrafi o ciebie zadbać i czy ma szczere zamiary. W głowie Mlisa zrodził się przebiegły plan.

– Każdy wie, że leśne duchy znają miejsca ukrytych w Puszczy Skarbów. Pokaż gdzie on jest a udowodnisz, dobre intencje i szczere zamiary –

Kręp uśmiechnął się znacząco. Poprowadził głębokim wąwozem na południe. Wąwóz się kończy tam gdzie wyrastają trzy potężne jawory.

– Są tu dwa skarby – oznajmił. – Jeden dla tych którzy złoto kochają a drugi dla tych, którzy innych kochają. – Tu odgarnął zeszłoroczne liście, odsłonił głaz i wydobył szkatułę pełną złota. Prawdziwy majątek. Oczy chłopa zaświeciły mocniej niż owe złote talarki.

– Bierz skarb jest Twój. Możesz dać Annie szczęście błogosławiąc naszą miłość. 

Mliś spojrzał badawczo. Pomyślał, cóż, przy takim zuchu nic złego jej nie spotka. Pobłogosławił swe dziecko i Krępa.

– A ten drugi skarb?

– Jest zakopany głębiej, na dwóch chłopów. Znajdziesz kamień, który trzeba przesunąć i tam ujrzysz drugi skarb. Skarb, którego ja jestem strażnikiem. 

Uradowana Anka rzuciła się na szyję Krępa.

– Tato zamieszkaj z nami.

– Tak tak, tylko porachuje talarki, wydobędę drugi skarb. Na razie zostawcie mnie w spokoju.

Kręp i Anka szczęśliwi pobiegli wzdłuż wąwozu. Puszczak przed zmrokiem dół ogromy na dwóch chłopów wykopał.

– Jest kamień! – drągiem podważa a tam spod głazu lodowata woda źródlana tryska. Woda najczystsza w całej puszczy. O nieznanym smaku. Chłodna jakby z samego księżyca skapywała. Gdy zrosi uschłe źdźbła traw to zaraz zielenieją. Podbiały, wrzosy, konwalie, borówki, rosiczki, piękniejsze rosną niż gdzie indziej. Wdzięczniej pachną, szybciej leczą. Mliś skarbu coraz histeryczniej szuka. Resztkami sił wali drągiem w miejsce pod drugim kamieniem. A tam woda coraz obficiej wypływa. Tryska w górę i zalewa oczy.

– Oszukałeś mnie, nikczemniku, tu nie ma skarbu ! 

Strudzony ciężką pracą przy wykopie, z poczuciem, że został wykpiony napił się źródlanej wody. Jeden łyk, drugi. Jakby lepiej mu się zrobiło. Woda pyszna, nigdy tak dobrej nie pił. Ochłonął. Przysiadł na jaworowym konarze i spogląda w cichości jak strumień tanecznie wije się zakolami, szemrze puszczańską muzykę. Piękny to widok dla duszy i ciała strudzonego człowieka. A gdy ujrzał, że do strumienia garną się trawy i kwiatuszki, że pochyla się tam czosnek niedźwiedzi, frunął ptaszki i sarenki by ugasić pragnienie. Zawstydził się swej niegodziwości. Pomyślał „przywołam dzieci do siebie, przeproszę za chciwość”. Zmrok już dawno zapadł nad Knieją. Tylko księżyc przeglądał się w srebrzystej źródlanej wodzie.

Podobno, że gdy powstaje źródło zawsze będzie powtarzać swym szumem usłyszany pierwszy głos. A tu, cisze przerywa jedynie głos wołającego ojca.

– Kręp! Anka! Kręp i Anka. Krępczanka, Krępianka. – wtórowało echo strumieniowi.

Duchów leśnych już dzisiaj rzadziej można spotkać. Pozostają jednak po nich ślady w postaci nazw rzek, uroczysk i ługów. Zdarza się, że dzisiaj przed wieczorem, gdy uda się wsłuchać w szum potoku, można usłyszeć głos Mlisia: Kręp! Anka! Kręp i Anka. Krępczanka, Krępianka.

logo-ue.png

logo-bip-2.png

Mazowiecki Zespół Parków Krajobrazowych

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2025. Mazowiecki Zespół Parków Krajobrazowych.
Realizacja: Bazinga

Treść | Menu | Przyciski